Religia jako narzędzie polityki

W jednym ze swoich dialogów Platon, ustami zasiadającego na uczcie Sokratesa, omawiał przepis na państwo idealne. Taka wspólnota polityczna, jak zgodzili się dyskutanci, musiałaby być budowana od podstaw i rościłaby sobie prawo do kontrolowania wszystkiego.

W filozoficznej teorii owa kontrola miałaby, rzecz jasna, jedynie służyć bezpieczeństwu wszystkich obywateli, tworzeniu dobrobytu i przestrzeganiu zasad sprawiedliwości. Aby owe, zacne przecież, cele osiągnąć, jedną z pierwszych dziedzin życia, którą państwu należy podporządkować, była religia.

 

Religia jako system norm moralnych

Tak oto w czwartym wieku przed Chrystusem Sokrates w religii właśnie znajduje system norm moralnych ważnych dla człowieka, jego poczucia wspólnoty i odpowiedzialności, kształtujących go od samego początku procesu wychowania. Wszystkie te cechy wpływają, zdaniem filozofa, na jego postawę jako obywatela. Uczestnicy dialogu postulują zatem, aby władza miała wpływ na kształcenie religijne obywateli, tak aby byli uformowani w sposób, w jaki owo państwo będzie sobie życzyć. Chciał więc Sokrates, aby mity – wciąż bowiem mówimy o społeczeństwie politeistycznym, w którym wiara w bogów miesza się z postaciami herosów i ludzi – opowiadane dzieciom były odpowiednio cenzurowane i aby to właśnie idealne państwo decydowało o tym, co wykładać należy, a co trzeba skazać na zapomnienie.

 

Religia jako element gry politycznej

Ale nie tylko greccy filozofowie dostrzegali użyteczność religii w realizacji politycznych projektów. Również Rzym, choćby w pierwszym wieku przed Chrystusem, za czasów Cezara i Cycerona, używał religii do wyrachowanej politycznej gry. Kapłani państwowej religii odgrywali niebagatelną rolę w życiu politycznym, bądź to traktując często swoją rolę, będącą urzędem publicznym, jako odskocznię do przyszłych stanowisk (Cezar z najwyższego kapłana awansował na wodza armii, a potem doczekał się urzędu konsula, pozostając zarazem zwierzchnikiem religii), bądź jako bardzo praktyczne narzędzie politycznej gry – kapłani mogli wówczas przerywać procedowanie ustaw lub wpływać na opinię społeczną obywateli rzymskich w celu wywarcia presji. Wystarczyło jedno zdanie o niepomyślnych wróżbach, gniewie bogów czy klątwie, aby opóźnić lub wręcz zerwać głosowanie lub zakłócić wybory urzędników.

Przenosząc się o całe 15 wieków, do renesansowej Florencji, przeczytamy u Machiavellego, że to, czy książę rządzący miastem jest uczciwy i bogobojny, nie ma znaczenia, ale aby był księciem szanowanym, musi przynajmniej sprawiać wrażenie religijnego i sprawiedliwego. W przeciwnym razie łatwo o bunt ludu. Religia sprzężona z lokalną kulturą miała niebagatelne znaczenie w znajdowaniu poszanowania wśród rządzonych.

 

Religia jako mechanizm legitymizujący władzę

Bliższy nam w czasie socjolog, Max Weber, widział w religii jeden z trzech najsilniejszych mechanizmów legitymizujących władzę. I bynajmniej nie myślał wówczas li tylko o społecznościach prymitywnych. Religia nie musi być przecież jedynym uzasadnieniem prawa do rządzenia, ale może wydatnie wspierać pozostałe.

Religia jest bardzo silnym motorem ludzkich działań. Uzasadnia życiowe wybory, nadaje sens życiu i, co jeszcze ważniejsze, nadaje też sens śmierci. Kształtuje sumienia i potrafi kierować ludzi do wzniosłych rzeczy. Są gotowi w jej imię oddawać życie i okazywać nieposłuszeństwo silniejszym od siebie, także władzy i prawu, które jest niezgodne z religijną nauką. Szczególnie to ostatnie bywa silnym zagrożeniem dla sprawujących władzę, jeden głos sprzeciwu może bowiem wywołać burzę i diametralnie zmienić nastawienie rządzonych do rządzących.

Wyznawanej religii często towarzyszy struktura instytucjonalna, w jej skład wchodzą zarówno ci, którzy odpowiadają za kult religijny z racji sprawowanego urzędu, jak i wierni, którym przydzielono konkretne funkcje. Struktura ta jest w stanie zabierać głos w imieniu mniejszej lub większej grupy wyznawców, napominać i zwracać uwagę na nadużycia władzy. Dobrym przykładem może być tutaj Kościół Katolicki w Polsce podczas rządów komunistycznych. To właśnie świątynie w tamtym czasie stawały się przestrzenią dla wolności słowa, także dla osób niewierzących. Tym bardziej więc władza starała się infiltrować Kościół poprzez rozbudowaną siatkę agentów czy poszukiwania kompromitujących materiałów na biskupów i księży. Stworzyła nawet ruch tzw. księży patriotów, którzy mieli za zadanie czynnie wspierać władzę.

 

Religia w polityce a wiara

Czasami samo poparcie religijne znaczy mniej niż jego brak. Wróćmy do wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych w 2016 roku. Hillary Clinton trudno było znaleźć (ze względu na jej program wyborczy) liczące się stowarzyszenie katolickie, które otwarcie poparłoby jej kandydaturę. Na liście wspierających ją instytucji umieściła więc Catholics in Alliance for the Common Good (Katolicy w Sojuszu dla Dobra Wspólnego), a także Catholics United (Zjednoczeni Katolicy). Oba te „oddolne ruchy” opisał w Polsce tygodnik „Gość Niedzielny”. Zostały one stworzone przez Johna Podestę, szefa kampanii wyborczej kandydatki demokratów. Mimo że w swoich programach występowały one, kontestując oficjalną naukę Kościoła w kwestiach moralnych, ich obecność na stronach kampanii Hillary Clinton mogła zmylić katolickich wyborców, sugerując, że kandydatka demokratów ma poparcie przynajmniej części Kościoła.

Żeby nie szukać przykładów za oceanem, możemy przenieść się do Polski. Nie tak dawno jeden z opozycyjnych parlamentarzystów perorował w programie telewizyjnym o tym, że rząd nie postępuje wedle słów papieża Franciszka względem uchodźców, nie chcąc ich przyjąć, a nauczanie Kościoła jest przecież ważne, dopytany zaś przez prowadzącego, jak to się ma do jego poglądów w sprawach aborcji, odpowiedział, że to dwie zupełnie różne sprawy i nie należy ich mieszać. Podobnie posłowie partii rządzącej, odrzucając w komisji sejmowej (bez rozpatrywania) projekt ustawy zakazującej przerywania ciąży, zasłaniali się rzekomą zgodą ze strony przedstawicieli Kościoła.

Religia wykorzystywana do politycznych celów niewiele ma wspólnego z wiarą, jest raczej iście makiawelicznym użyciem wybranych elementów doktryny w celu zaszkodzenia politycznemu oponentowi albo poprawienia własnego wizerunku wśród wyznawców danej wiary. Nie oznacza to bynajmniej, że polityk nie może być osobą wierzącą i kierować się w swoim życiu zasadami wyznawanej religii, dobrze jednak, gdy raczej czyni to konsekwentnie bez zbędnego rozgłosu, niż gdy opowiada o tym przy każdej okazji, w rzeczywistości wybiórczo traktując swoją wiarę i dewaluując ją.

Radek Michalski

Wrocław-Florencja

Tekst w skróconej formie ukazał się w miesięczniku „Nowe Życie” nr 7-8/2017

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*